Imigracja a rynek nieruchomości w Polsce: Analiza wpływu

Imigranci z Ukrainy i Białorusi wyraźnie zwiększyli popyt na mieszkania w Polsce. Nie oznacza to jednak, że migracja ochroni rynek przed skutkami starzenia się społeczeństwa – kluczowe będą skala napływu i sytuacja migrantów na rynku pracy.

·

4 min czytania

Imigracja jest traktowana często jako remedium na problemy demograficzne, w tym na przyszłe problemy rynku mieszkań. Choć środowisko naukowe już w latach 2000ch przestało w taki sposób patrzeć na imigrację, to mit ten nadal się utrzymuje. Żywotność tego mitu wynika z faktu, że w paradygmacie neoliberalnym imigranci są postrzegani jako nowe jednostki ludzkie, które mają spowodować „zamianę” starzejących się jednostek ludzkich społeczeństwa rdzennego. Tak samo postrzega się kwestie rynku mieszkaniowego.

Jednak pomimo oczywistego faktu, że imigranci „już tu są” i będzie ich „jeszcze więcej” problem rozchodzi się o skalę i rodzaj imigracji. Warto zastanowić się nad tym, jaka jest przyszłość segmentu rynku Ukraińców i Białorusinów, aby zrozumieć jaka będzie przyszłość ich obecności na rynku mieszkaniowym w Polsce. Również warto zastanowić się nad tym, kto do Polski przyjedzie w przyszłości i czy będą w stanie uratować polski rynek mieszkaniowy.

Ukraińcy i Białorusini zestarzeją się z Polakami

Ukraińscy i białoruscy kupcy mieszkań z reguły są przyjemnymi klientami dla rynku nieruchomości. Zwykle sprzedając mieszkania w Mińsku czy Kijowie mają dużo gotówki na wkład własny, a ich obawa przed deportacją powoduje, że są solidnymi płatnikami. Ich obecność znacząco ożywiła rynek nieruchomości, powodując wzrost cen mieszkań. Fakt ten nie podoba się potencjalnym kupującym i może być jedną z przyczyn szerzenia się antyukraińskich nastrojów w Polsce.

Natomiast z perspektywy posiadaczy nieruchomości, pojawienie się Białorusinów i Ukraińców na rynku miało bardzo pozytywne skutki.

Jednak patrząc na ich rozkład wiekowy (dane z NBP), trzeba zauważyć, że dominują wśród nich 30-45 latkowie, tak samo jak w ich ojczyznach. Jest to odzwierciedleniem ich boomu demograficznych, który przypadł na lata 1980-1995. To znaczy, że przeciętnie będą przechodzić na emeryturę i przekraczać wiek graniczny 5 lat później. Nie jest to wielka różnica dla rynku nieruchomości. Można powiedzieć, że zestarzeją się razem z Polakami.

Ukraińcy i Białorusini przyczyniali się do ożywienia rynku mieszkaniowego parę lat temu, tak samo będą uczestniczyć w jego ochłodzeniu i przyszłym załamaniu.

Imigranci spoza Europy

Jeżeli nie Ukraińcy i nie Białorusini, to rynek mieszkaniowy ma być uratowany przez imigrantów spoza Europy, np. z Indii czy Filipin. Problem jednak jest z rodzajem imigracji i skalą. Ukraińcy i Białorusini zaczynali na polskim rynku pracy z branż niskopłatnych i wymagających niskich kwalifikacji. Ich awans wynikał z coraz lepszej znajomości języka polskiego i poruszania się na polskim rynku pracy. Pomagała im w tym rozległa sieć migracyjna i bliskość kulturowa.

Nie należy spodziewać się powtórzenia się tego scenariusza w przypadku imigrantów spoza Europy.

Imigrantów najlepiej sprowadzić na stanowiska wymagające pracy fizycznej o niewysokich kwalifikacjach. Są to pracownicy budowlani, kuriery, magazynierzy czy pracownicy na zbiorach w rolnictwie. Z drugiej strony imigrantów sprowadza się do prac biurowych w międzynarodowych korporacjach. Pracują oni często jako ekspaci. Te dwa rodzaje prac łączy brak konieczności znajomości języka kraju goszczącego.

Wszystkie prace pomiędzy: administracja, policja, szkolnictwo, medycyna, obsługa klienta wymagają znajomości języka nie mogą być powierzone pracownikom zagranicznym w masowej skali. Z racji tego, że imigracja międzynarodowych ekspatów jest zjawiskiem o nieznacznej skali, należy spodziewać się, że większość imigrantów spoza Europy będą niskowykwalifikowanymi pracownikami fizycznymi.

Nie będzie ich dużo

Ilość pracy fizycznej niewymagającej wysokich kwalifikacji zależy od popytu, który na owoce tej pracy zgłasza klasa średnia. Kiedy w Polsce zaczną się starzeć prawnicy, urzędnicy, nauczyciele czy lekarze, spadnie naturalnie zapotrzebowanie na kelnerów, kurierów czy pracowników budowy. Przewidywany okres ochłodzenia rynku nieruchomości zbiega się z masowym starzeniem się polskiej klasy średniej. Mówimy tutaj o przedziale czasowym 15-20 lat.

Za ten okres nie jest możliwe, by polska gospodarka wytworzyła miliony miejsc pracy dla imigrantów spoza Europy, co jest warunkiem koniecznym do sprowadzenia istotnej ilości dla rynku nieruchomości. Możemy więc śmiało stwierdzić, że „ich nie będzie dużo”.

To, że nie będzie ich dużo nie oznacza, że nie wpłyną na rynek mieszkaniowy. Wpływ imigrantów nie będzie na tyle istotny, by uratować cały rynek nieruchomości przed demograficznym ochłodzeniem. Może jednak mieć wpływ na poszczególne obszary i dzielnice, co może stać się przedmiotem analizy. Osobnym zagadnieniem jest rosnąca ilość studentów zagranicznych.

Pamiętajmy, że mówimy tutaj o liczbach w przedziale 100-200 tyś, co nie jest wymaganą skalą dla poprawy rynku mieszkaniowego, natomiast mogą być szansą dla konkretnych firm.

Czytaj dalej